>

Powered by Blogger

11.12.10

escape is never the safest path

to był rok bezczelnie do przodu,

i myślę - że tak, przekroczyłam ten próg bezczelności, trochę we łzach i histerycznie, ale szłam dalej do przodu, więc - czy bezczelnie? bezczelnie oznacza - na przekór. a jesli na przekór, to komu? komu mam codziennie udowadniać, że moje 'do przodu' ma swoją wartość?


a wiec byl to rok bezczelnie do przodu.
pytasz komu na przekor... w moim przypadku kilka takich osob sie nazbieralo, znalazloby sie kilka zyciowych rozwodow, kilka kryzysow malzenskich, kilka zwiazkow z capulettimi. sadze, ze po tym roku lista osob, ktore moga uwazac, ze zrobilam im na przekor jest dluga. jestem wiec juz typem przekornym pelna geba.
ale najbardziej cieszy mnie to, ze bywam przekorna w stosunku do samej siebie. taki cichy bunt. pamietasz pewnie, z tysiac razy cie pytalam, gdzie konczy sie bunt? boje sie tego momentu. gdy nagle rozczeszcze irokeza, przygladze grzywke i pojde pracowac do korporacji, w ktorej rozmawia sie o zakupach i matkach innych dzieci z klasy twojego synka. tymczasem okazuje sie, ze bunt moze w ktoryms momencie, schodkami od zaplecza, po cichutku zejsc do piwnicy, nie tracac zupelnie na sile. ucichnac, przejsc do dzialalnosci konspiracyjnej, ale byc szara eminencja za sterami.

na przekor wiec... na przekor wszystkim tym chwilom malym i duzym, kiedy chcialam uciekac, tak jak zawsze uciekam, ale zostalam, oniemiala, oniesmielona, skupialam sie by nadal po prostu tam byc. stoj, oddychaj, wdech, wydech. na przekor ludziom, ktorzy
starali sie mnie przestraszyc, zawstydzic - usmiechalam sie i z calej sily, z zacisnietymi powiekami, staralam sie wierzyc, ze jestem warta. [ile jestem warta mag?] na przekor tym, ktorzy probowali mi mowic, jak mam zyc. i z kim mam zyc. albo bez kogo. siec moich kontaktow towarzyskich [i rodzinnych] przypomina pole do gry w windowsowskiego sapera. to nic. bo dobrze mi z tymi ludzmi, a oni, i ja, uwierzylismy, ze przyjaciel twego wroga moze byc i twoim przyjecielem.

i to co dla mnie najwazniejsze, na przekor wlasnym slabosciom, na przekor inercji, na przekor stracie czasu [koniecznie do zycia potrzebnej], na przekor potrzebie bycia wsrod ludzi milych i w sytuacjach prostych, na przekor wlasnemu ego, na przekor wlasnym strachom. podobnie jak u ciebie, wsrod lez, do pierwszej krwi, oblana czasem zimnym potem, bywalo ze prawie mdlejac z przerazenia, albo rozplywajac sie w cichej beznadziei.

ale tak jak dzisiaj, siedze samotnie w domu o 3ciej w nocy i znow ucze sie czegos nowego. jutro kolejne wyzwania. swiat oszalal, swiat wiruje, a ...
ja bezczelnie wciaz tu jestem, nie wysiadlam.