mtm special edition
when u think about it, the life is a fairytale
ile bajek juz, manu, za nami? wszystkie te prawdziwe milosci, za kazdym razem, jak z bajki... te konteksty, te przypadki, wszystko jest bajka.
ile trzeba miec szczescia, zeby sie w bajce urodzic?
moje zycie rodzinne, to bajka, pamietnik ksiezniczki, taki jak z filmu z siostrami olsen: ktoregos dnia dowiadujesz sie ze masz blizniaczke, ktora jest ksiezniczka... albo dowiadujesz sie sama, ze jestes zaginiona ksiezniczka, ewentualnie corka milionera, chroniona przed bogactwem dla wlasnego dobra. wszyscy zli zostaja razeni piorunem, a dobrzy odkrywaja swoja droge, ktora nosili zawsze w sobie.
wysilek zawsze sie oplaci, po wielu zwrotach akcji, w koncu zawsze udaje sie cos, przewaznie cos zupelnie innego niz bysmy sie spodziewali, ale szczescie i dobrobyt ktore w wyniku tego zdazenia na nas splywaja, nie daja sie opisac.
jak w kazdej szanujacej sie bajce, okazuje sie ze wcale nie chcielismy tego, co wydawalo nam sie ze chcemy, ale udalo sie odkryc, ze to czego pragnelismy zawsze bylo obok nas.
zawile sytuacje same sie rozwiazaly, niebezpieczenstwa okazaly sie niegrozne. marzenia na wyciagniecia dloni. podroze, zyciodajne zrodla tryskajace spod asfaltu, ksiazeta przebrani za smoki w grotach pod wydzialem, spokoj duszy za siedmioma gorami, ktore udalo sie mimo wichury przejsc, za siedmioma rzekami, przez ktore pomogly sie przeprawic dobre wrozki przebrane za przechodniow i panie z szatni, magiczne zaklecia w esemesach, eliksiry prawdomownosci i odkrycia, eat me alice.
krolicze nory i wielkie przestworza, za kazdym zakretem niespodzianka i jak w bajkach, trzeba uzbroic sie czasem w cierpliwosc i zapuscic warkocz, ewentualnie przeplakac siedem dni i nocy, by uslyszal cie czarodziej i objal swoja ochrona.
wyposazone od urodzenia w magiczne ksiegi przepowiedni i zaklec, w melodie zaklinajace rzeczywistosc, w kilka waznych rytualow.
naprawde, gdyby sie nad tym zastanowic, udalo nam sie przezyc juz kilka bajek. to znaczy, tak sadze, ze obu nam sie udalo. ja w kazdym razie spojrzalam dzisiaj wstecz i stwierdzilam, ze kilka tych bajek udalo sie przezyc i jestem juz ksiezniczka zaprawiona w bojach i gotowa na kolejna przygode. szykuje wiec rumaka i w droge... kazda historie wszak da sie opowiedziec w nieskonczonej ilosci konwencji, a basnie wydaja sie najlogiczniejsze, mimo wszystko.
ile bajek juz, manu, za nami? wszystkie te prawdziwe milosci, za kazdym razem, jak z bajki... te konteksty, te przypadki, wszystko jest bajka.
ile trzeba miec szczescia, zeby sie w bajce urodzic?
moje zycie rodzinne, to bajka, pamietnik ksiezniczki, taki jak z filmu z siostrami olsen: ktoregos dnia dowiadujesz sie ze masz blizniaczke, ktora jest ksiezniczka... albo dowiadujesz sie sama, ze jestes zaginiona ksiezniczka, ewentualnie corka milionera, chroniona przed bogactwem dla wlasnego dobra. wszyscy zli zostaja razeni piorunem, a dobrzy odkrywaja swoja droge, ktora nosili zawsze w sobie.
wysilek zawsze sie oplaci, po wielu zwrotach akcji, w koncu zawsze udaje sie cos, przewaznie cos zupelnie innego niz bysmy sie spodziewali, ale szczescie i dobrobyt ktore w wyniku tego zdazenia na nas splywaja, nie daja sie opisac.
jak w kazdej szanujacej sie bajce, okazuje sie ze wcale nie chcielismy tego, co wydawalo nam sie ze chcemy, ale udalo sie odkryc, ze to czego pragnelismy zawsze bylo obok nas.
zawile sytuacje same sie rozwiazaly, niebezpieczenstwa okazaly sie niegrozne. marzenia na wyciagniecia dloni. podroze, zyciodajne zrodla tryskajace spod asfaltu, ksiazeta przebrani za smoki w grotach pod wydzialem, spokoj duszy za siedmioma gorami, ktore udalo sie mimo wichury przejsc, za siedmioma rzekami, przez ktore pomogly sie przeprawic dobre wrozki przebrane za przechodniow i panie z szatni, magiczne zaklecia w esemesach, eliksiry prawdomownosci i odkrycia, eat me alice.
krolicze nory i wielkie przestworza, za kazdym zakretem niespodzianka i jak w bajkach, trzeba uzbroic sie czasem w cierpliwosc i zapuscic warkocz, ewentualnie przeplakac siedem dni i nocy, by uslyszal cie czarodziej i objal swoja ochrona.
wyposazone od urodzenia w magiczne ksiegi przepowiedni i zaklec, w melodie zaklinajace rzeczywistosc, w kilka waznych rytualow.
naprawde, gdyby sie nad tym zastanowic, udalo nam sie przezyc juz kilka bajek. to znaczy, tak sadze, ze obu nam sie udalo. ja w kazdym razie spojrzalam dzisiaj wstecz i stwierdzilam, ze kilka tych bajek udalo sie przezyc i jestem juz ksiezniczka zaprawiona w bojach i gotowa na kolejna przygode. szykuje wiec rumaka i w droge... kazda historie wszak da sie opowiedziec w nieskonczonej ilosci konwencji, a basnie wydaja sie najlogiczniejsze, mimo wszystko.