anglik z wody, krasnal do wody.
niskie laki wroclawskie. opowiesc o tym jak wszystko sie splata. najwyzszych lotow licealne, lodzko-wroclawskie konteksty.
nie pamietalam juz co jest w tej ksiazce, ale ksiazke pamietalam dokladnie. oczywiscie! zmienila sie okladka, na miekka, i format, na mniejszy, i papier, na cienszy i bardziej zolty, ktory sie nie drze, tylko rozchodzi w palcach. druk zamazuje sie pod stemplem cieplego palucha.
niskie laki, w promocji, po 8 zlotych sztuka. biore dwie.
i nagle wszystko wraca, tak, pamietam, to mi sie potem snilo, do tej melodii mialam niezrozumialy sentyment, takie historie mnie pociagaly i namietnie sie w nie pakowalam. nie pamietalam ksiazki, to bylo przeciez dobrych kilka lat temu, ale pamietalam, ze chcialam ja pamietac. pamietalam, ze czytajac ja po raz pierwszy - o podrozach przed podrozami, o niezrozumialych jezykach przed nowymi jezykami, o nocnym przypadkowym wpadaniu do wody przed wpadaniem, o utracenczych poszukiwaniach zanim jeszcze kogokolwiek sama zgubilam. o powrotach, mialam przeczucie ze musi istniec jakis inny rownolegly swiat, w ktorym to wszystko mogloby byc mozliwe. no existe el adios, jak glosi tytul nowego filmu anais. zawsze twierdzilam ze nie istnieje el regreso i sadze, ze wiara ta takze miala do czynienia z niskimi lakami.
i teraz, kiedy skonczylam po raz drugi czytac ta ksiazke, w niedzielny bialy poranek, uswiadamiam sobie, ze moja Ksiazka zostala juz napisana. ba! nawet zostala juz przeze mnie przeczytana, cale 7 lat temu. zdazylam zapomniec, by przez te 7 lat pisac dokladnie to samo. i przezyc kilka z opisanych tam emocji.
niewiarygodne, konteksty. i siemion, ktory w miedzyczasie zdazyl z nowego jorku przeniesc sie do warszawy i nawet napisac o niej swoja druga powiesc, i nawet zdazyl ja wysprzedac, a ja ostatnio znalazlam jakis zapomniany zakurzony egzemplarz, na promocji, po 12zl. kupilabym dwa, ale mieli tylko ten jeden.
nie pamietalam juz co jest w tej ksiazce, ale ksiazke pamietalam dokladnie. oczywiscie! zmienila sie okladka, na miekka, i format, na mniejszy, i papier, na cienszy i bardziej zolty, ktory sie nie drze, tylko rozchodzi w palcach. druk zamazuje sie pod stemplem cieplego palucha.
niskie laki, w promocji, po 8 zlotych sztuka. biore dwie.
i nagle wszystko wraca, tak, pamietam, to mi sie potem snilo, do tej melodii mialam niezrozumialy sentyment, takie historie mnie pociagaly i namietnie sie w nie pakowalam. nie pamietalam ksiazki, to bylo przeciez dobrych kilka lat temu, ale pamietalam, ze chcialam ja pamietac. pamietalam, ze czytajac ja po raz pierwszy - o podrozach przed podrozami, o niezrozumialych jezykach przed nowymi jezykami, o nocnym przypadkowym wpadaniu do wody przed wpadaniem, o utracenczych poszukiwaniach zanim jeszcze kogokolwiek sama zgubilam. o powrotach, mialam przeczucie ze musi istniec jakis inny rownolegly swiat, w ktorym to wszystko mogloby byc mozliwe. no existe el adios, jak glosi tytul nowego filmu anais. zawsze twierdzilam ze nie istnieje el regreso i sadze, ze wiara ta takze miala do czynienia z niskimi lakami.
i teraz, kiedy skonczylam po raz drugi czytac ta ksiazke, w niedzielny bialy poranek, uswiadamiam sobie, ze moja Ksiazka zostala juz napisana. ba! nawet zostala juz przeze mnie przeczytana, cale 7 lat temu. zdazylam zapomniec, by przez te 7 lat pisac dokladnie to samo. i przezyc kilka z opisanych tam emocji.
niewiarygodne, konteksty. i siemion, ktory w miedzyczasie zdazyl z nowego jorku przeniesc sie do warszawy i nawet napisac o niej swoja druga powiesc, i nawet zdazyl ja wysprzedac, a ja ostatnio znalazlam jakis zapomniany zakurzony egzemplarz, na promocji, po 12zl. kupilabym dwa, ale mieli tylko ten jeden.