>

Powered by Blogger

25.9.09

sznurek z kalendarza

gdzies pomiedzy dyskusjami o roznicach w kalendarzach w polsce i rosji i w tym, ze weekend swiateczny i tak zawsze ma 7 dni, spogladam na te zdjecia, ktore pojawily sie tutaj z twojej inicjatywy, i pachna mi dobrze znana przyprawa... podobno na blogotheque mozna gdzies na zdjeciu znalezc siostre pau, ale sama nie wiem juz, czy to prawda, czy tylko to sobie wymyslilam. z tego zas co o owej siostrze wiem, zaswiadczyc moge, ze historia jest na tyle prawdopodobna, ze mozna ja juz traktowac z takim samym szacunkiem jak rzeczywistosc.

z kalendarzami jest tez zwiazany pewien fenomen, ktory obserwuje na swojej skorze juz od dwoch dni.
otoz, dzien jest jak sznurek [wszystko jest jak sznurek], a kazdy sznurek ma swoja konsystencje, swoja wage [wiesz, dlugosc, gestosc i masa, takie tam]. zalozmy, ze kazdy dzien ma wiec 2 metry i w tych 2 metrach mieszcza sie 24 kilogramy dnia. dzien taki jest miesisty, odpowiednio spleciony, zwawy i sprezysty. czasem jednak zdaza sie cos, bywa, ze sercowego, bywa, ze zwiazanego z wilgotnoscia powietrza albo z przelotem dzikich kaczek, zdarza sie w kazdym razie cos, ze pojawia sie dzien, ktory w swoich 2 metrach ma tylko 10 kilo wagi. dzien, jak rozpleciony naderwany sznurek, ktory tylko sie wyciaga i deformuje gdy go probowac naprezyc. jest wiec 10 kilo wagi na dzien, a wiec zeby uzyskac jeden prawidlowy, wypelniony emocjami, miescistosprezysty dzien potrzebujesz dwoch takich wyciagnietych dni i kawalka.
wiec, jesli przyjac to rozbudowane zalozenie, jestem po dwoch dniach o wadze lacznej 20kilo i jeszcze napewno jutro rano wszystko bedzie sie rozsuplywac zamiast porzadnie plesc.

a przyczyna tego, pewnie jak zawsze, przywedrowala do mnie po sznurku, jakies drgniecie, cos upadlo moze po drugiej stronie i wytracilo mnie tez z rownowagi. albo to te dzikie kaczki, kto wie.

20.9.09

via la blogotheque

jak nauczysz sie francuskiego, to daje slowo ze bede ci placic za tlumaczenie b.theque:)

tymczasem troche zdjec, ktore oglada sie z ... nie wiem...,serdecznością? jak zwał, tak zwał, prawda?
Patrick Watson - LA BLOGOTHEQUE














ps. tak trochę z wieczoru bez wyrazu zagladam w rozne miejsca - znalazlam to, moj wlasny profil z rankingiem, na ktory jakos nigdy nie patrze, a tu prosze, muzyka ostatnich 12 miesiecy... i to jest prawda, to jest caly ostatni rok, dni i noce, co to za dziwne uczucie jest teraz, w tym ciemnym miescie, w tych kosmicznych juz ciemnosciach...

1.9.09

w czterech miejscach tuz obok mnie jest napisane "anton corbijn"






moze problem jest taki, ze za duzo osob sie do mnie dobiera? dobiera sie do mnie juz nawet anton ze swojej holenderskiej wioseczki.
- could you explain the motive of the king in your photographs?
- is there any?
(budapeszt, 29 kwietnia, to sie ponoc nazywa morriña, i tak, o nia wlasnie chodzi)

(na drugim zdjeciu patti, z jakiegos powodu wyszla w naszej - przedostatniej? - rozmowie, swoja droga dzis z nia po drodze...)
(you are my cottonflower. hostia puta)