>

Powered by Blogger

21.6.09

on the road, in the airport

cieple ulice madrytu, cieplo z kazdej strony. ja zgubiona, powroty nie istnieja, co za glupi pomysl, maga zagubiona wsrod tych ktorzy tutaj zostali i ktorzy juz pojechali. powinnam sobie zorganizowac, zamiast tego zorganizowalam sobie w noc wylotu w warszawie. dobrzy hiszpanie, prosci mezczyzni (zbyt prosci, mogliby przestac wciaz o tym samym), tylko kiepsko z tym oblizywaniem.
spotkajmy sie juz. jestem nasaczona jakims mocnym francuzkim alko produkowanym przez ojca pau, przez co jestem troche gorzka i troche cierpka, chce sie z toba spotkac i ooooodparowac.
wiecej w mtmie, ktory pewnie juz osobiscie ci przekaze.

17.6.09

och mago



“As I was hiking down the mountain with my pack, I turned and knelt on the trail and said ‘Thank you, shack’. Then I added ‘Blah,’ with a little grin, because I knew that shack and that mountain would understand what that meant, and turned and went on down the trail back to this world.” - Jack Kerouac, The Dharma Bums, Grafton Books, 1972

16.6.09

reisefieber

cholerny syndrom przedwyjazdowy, niby wszystko ok, niby na wszystko mam czas, a doslownie zrzera mnie stres...

9.6.09

// z upojenia na pusty zoladek

6) Przyjaciele stoją pod kwiaciarnią z szyldem: Kwiaty cięte z chłodni. - Wie pan... moja matka skoczyła z okna...uparcie o tym myślę... więc stale noszę przy sobie takie małe zabezpieczenie... luminal... tu, w tej kieszonce... tu, zaraz... a może by tak wyjechać za granicę?...tam możesz pan przynajmniej krzyczeć, ale tu już ci nie wydrukują ani jednego wierszyka...
7) - No tak, ale jak się wyjedzie z kraju, to człowiek traci poczucie swojego języka, jego smakowitości... cóż, trzeba będzie sobie przekładać tamtejsze sny na jawie, straci się też krajowe inspiracje... a kiedy człowiek wróci, będzie cudzoziemcem...
8) Bondy się inteligentnie uśmiecha, wpatrując się w asparagus, w cyklameny. - Więc co robić? Ot tak, zapisywać zdarzenia... i żyć bez idejki?...Sam już nie wiem...