Categorised in emo bullshit
"nie pierdolę, robię pasjonuje mnie niezmiernie zycie po prostej. nie wychodzi. po krzywej ida wiec dlugie rozmowy po ktorych zmienia sie cos, brak gadania, znaczace spojrzenie, mienienadziei, convenient parking. zaczytuje sie w rayueli od trzech lat dzien w dzien na nowo. co to znaczy inaczej zyc? skoczyc na siebie z taka gwaltownoscia, by ten skok zakonczyl sie w czyichs ramionach. hop. hopscotch ta meta ta fizyka ja i czerwony sznurek do warszawy" " tonight I will dream of falling stars, wooden houses, sacred hedgehogs, a koosalagoopabear, and the life I will never have.
photos may look better in black and white but reality never does."
"It always seems impossible until its done."
taki oto cytacik slynal dzisiaj do mnie droga ta sama co zwykle. przezywam abstrakcje w rozmiarze paranoi, nie zdazylo sie jeszcze zeby mi sie materialy nie miescily na plansze, co wcale nie znaczy ze mam ich duzo, mam je zwyczajnie duze, bo to 4 pietra sa, a nikt tego nie przewidzial. poza tym czasem dobrze jest wyslac wiadomosc w kosmos, po dzisiejszym esemesesie dostalam kilka krzepiacych slow, odebralam dwa polaczenia i generalnie jest mi troche lepiej. wszystko znow odlozylo sie w czasie, a ja przestawilam gladiole i rybke na biurko, teraz klikam w towarzystwie rybki. rybka jest naprawde dobra do autocada, bo nie chce jej sie spac, nie marudzi i nei chce isc na peta. moze nawet kiedys kupie sobie rybke? albo odkupie ta, mamy ze soba duzo wspolnego. znowu pozornie nie dzieje sie nic, ale dzieje sie. mam do tymczasowego domu prawie godizne z centrum wiec srednio dwie godziny dziennie spedzam na utwierdzaniu sie w przekonaniu, ze to o co walcze, jest dobre, w prostych postanowieniach i rewidowaniu pogladow i planow na zycie. czasem bywa ze nic nei jest proste. najmniej proste zachowac pogode ducha. kolejne pol godziny codziennie spedzam patrzac w lustro i powtarzajac: kocham swoje studia kocham swoje studia. calkiem juz o tym zapomnialam, ale jesli mam dokonac tego, czego mam dokonac to niechybnie z powrotem powinnam w to uwierzyc. bede w sro w lodzi, potem na czwartek do wawki. rozumiem ze ciebie juz nie zastane? szajskie te wszystkie dziekanaty, wyjatkowo podli ci pedagodzy od siedmiu bolesci, totalnie chory system, kocham swoje studia, sic!
juz nigdy nie bedzie innego lata
planet wraca jakims dziwny, sobie wlasciwym kanalem. posiadowki w srodku nocy na bielanach, bo przeciez myszke z muranowa da sie dowiesc rowerem, i ksiazke da sie po roku odnalezc w plecaku obok myszki, ale wszystko jak zwykle tylko katastrofa: mysz nie pasuje, ksiazka nadal na wygnaniu. czasem tez planet znajduje sie w drodze do kubka z kawa, dziwnie spotkac kogos po roku, nic a nic sie nie zmieniamy, nie zmienia sie nic. wszystko wraca, plany jak to zwykly robic przewracaja sie do gory nogami, ja mieszkam w coraz to kolejnych mieszkaniach, teraz mam rybke na odchowaniu i po wstepnych antypatiach nawet sie polubilysmy. znaczy, lubimy sobie rozmawiac, wiesz. tatakatapisanina, nic poza tym, dosc dzwiekow, mi wystarczaja kroki sasiada z gory, duzo mam pracy, ciezko sie zebrac, czasem sama nie wiem juz gdzie jestem, co tu robie, trzeba mi spotkania z przyjaciolmi, haaaaalo!
hej, robi nam sie tu oficjalny kanal jutiub juz prawie
|