>

Powered by Blogger

26.4.08

bez niespodzianek, fajerwerkow, kieszen pelna ludozercow

a ja chce miec chlopca, co to potrafi grac na harmonijce. tyle. zasluchanam w koncert meskiej muzyki w skladzie rodzinnym poszerzonym o bartka borute. posluchaj sama:









dni offline - definitywnie, juz nawet nie tesknie, juz prawie nie umiem uderzac w klawisze, ale dzisiaj napisze, dzis mam dzien z siecia, w sieci, na opuszczonym komputerze eweliny, dwie godziny.

ps. wczoraj, o godzinie 16, not being there when, slowo padlo, odbilo sie, znow upadlo, potem poturlalo sie podloga, i ze schodow, uf uf ufff, wpadlo na parter, do piwnicy, do klubu, przez prog, dwa zakrety, pod stol, nad ktorym to akurat ja siedzialam, podnioslam, posadzilam wygodnie na talerzyku ze zlota obwodka, co strzela w mikrowaflowce. w koncu jednak znalazlam mu nasza samorzadowa doniczke i teraz je podlewam i patrze jak rosnie, niech rosnie: madrid. viva espana!