>

Powered by Blogger

3.8.06

z okiem [okien] tramwaju

Patrzac na kobiece sangaly zaczynam odczuwac czas [gramatyka, skladnia, stylistyka - fika fika, a ja odczuwam czas wlasnie, nie zas uplyw czasu]. ma to miejsce dzisiaj wlasnie w tramwaju po wielkim kukumachen, wiec dochodze niechybnie do wniosku [a moze dochodze do niechybnego wniosku], ze to nic innego jak Twoja obecnosc oswaja czas. dzis jak zawsze patrzylysmy na zegarek, mamy czas/czekanie/plany pod paznokciami, pod skora i za uszami. a jednak nawet pietnascie minut przed [smiercia zylem jeszcze, francuski general] juz wykorzystujemy sekundy profesjonalnie i sprawnie, wypelniamy je jak kwestionariusze, albo na przyklad jak puste kubeczki do ktorych rozlewamy gesty jogurt, a czasem i lekka, zielona mate.
Republika Czekania doczekala [dopelnila] sie , zolnierze dumnie w czasie defilady wybijaja sekundy. obcasami.
czas jest slony i pusty. patrze na damskie sandaly, maja przeciez takie smieszne obcasy, oddaje im swoje 8 minut, osiem pustych kubkow, na zmarnowanie. nie oddaja sie same, lecz ja je oddaje. potem znow wygladam przez okno, podpatrujac katem oka kuku, potem wracam do domu i slysze, ze nie zauwazam ciotki w tramwaju. ciociu niekochana, nikt nie bedzie pil z mojego kubeczka.
wiesz, bardzo podeptalam sobie spodnice, ale i tak radosnie puszczam do ciebie oko [okno] - kontekstowe spojrzenie numer 34. 34 puste kubki, toz to przeciez juz.