wczorajszy dzień spędziłam z Robertem Doisneau
i Mikołajem, dzięki któremu wydarzało się wszystko, łącznie z wołaniem na rogu ulic Piotrkowskiej i Tymienieckiego - 'Ach, to w miłość, w miłość trzeba wierzyć!'. Wołanie to i wiele innych niczym zimny prysznic, niczym zimna kąpiel i czytanie Książki, która - pamiętaj - nie ma tylko początku i środka, ma też koniec, koniec szczególny. A jeśli nie szczególny, to może był to po prostu błąd. Ale zawsze mozna analisować.
Nagle wszystko zasypia w stagnacji i równie nagle (zimny prysznic) się budzi, nawet 120% różnicy, bo czasu zaczyna brakować, gdy oprócz zajęć znalezionych i wyszukanych pojawiają się całodzienne zajęcia narzucone, wymagające wysiłku umysłowego (ach! wysiłku, osiłku miły mój!). Przewijają się ostatnio u mnie dni stuprocentowofoto i przekonanie, ze świat Jest Chętny i Sam Pcha Ci Się w Ramiona. To jedno z tych przekonań, które muszą przyjsc same, ktorych nie da się przyjąc na słowo w przekonaniu bez przekonania.
Robert Doisneau pracował w Vogue, co było zaprzeczeniem wszystkiego co kochał i uosobieniem tego, czego nienawidził [nie lubił chłopak glamour i co tu teraz myśleć?], nocami za to wymykał się z przyjacielem na Montmartre i po wielu latach stagnacji i smutku zaczął żyć życiem włóczęgi, co uszczęśliwiło go i przypomniało Sens. Tak to z nim było, z tym czułym obserwatorem miłości i tęsknoty.
A mi się ostatnio każdej nocy śni, że nie zdałam matury z polskiego.
Nagle wszystko zasypia w stagnacji i równie nagle (zimny prysznic) się budzi, nawet 120% różnicy, bo czasu zaczyna brakować, gdy oprócz zajęć znalezionych i wyszukanych pojawiają się całodzienne zajęcia narzucone, wymagające wysiłku umysłowego (ach! wysiłku, osiłku miły mój!). Przewijają się ostatnio u mnie dni stuprocentowofoto i przekonanie, ze świat Jest Chętny i Sam Pcha Ci Się w Ramiona. To jedno z tych przekonań, które muszą przyjsc same, ktorych nie da się przyjąc na słowo w przekonaniu bez przekonania.
Robert Doisneau pracował w Vogue, co było zaprzeczeniem wszystkiego co kochał i uosobieniem tego, czego nienawidził [nie lubił chłopak glamour i co tu teraz myśleć?], nocami za to wymykał się z przyjacielem na Montmartre i po wielu latach stagnacji i smutku zaczął żyć życiem włóczęgi, co uszczęśliwiło go i przypomniało Sens. Tak to z nim było, z tym czułym obserwatorem miłości i tęsknoty.
A mi się ostatnio każdej nocy śni, że nie zdałam matury z polskiego.
1 Comments:
so, you see, not a good moment for a new piece, i just popped in to say hello and thank you. now, i'm gona try very hard to get away from here even for few seconds to find this premonition that just have to be found.
see ya.
Prześlij komentarz
<< Home