>

Powered by Blogger

29.6.06

riddle-de-dum

mialam wiec kiedys w planach napisanie ksiazki. ale-
przyszedl teraz czas na przeczytanie Ksiazki [pisanej z duzej, chociaz inaczej niz Ksiega, jak podobno kulturalnie sie pisze i chociaz obie maja cyferki w naroznikach] w ktorej, niestety, wszystko niejako zostalo napisane, wiecej niz wiecej przynajmniej
wiec widzisz, musialysmy sie spotkac, bo nie na liniowanym papierze przecie [a to dlatego ze twoje literki sa nan za male, a moja zbyt duze]
czytam wiec Ksiazke i jestem na 92 stronie [na wielu wczesniejszych tez jestem] i on tak bardzo byl jednak gorzki, i tyle bylo w nim zlosci, wesolo tylko z frontu, ale juz nie w korytarzach, ktore zaslanial owa hkultura, caly sie chowal za fasadami nazwisk, za przecinkami miedzy nazwiskami nazwiskami nazwiskami nazwiskami z hkultury, ktorych znajomosc negowala go calkowicie [srodki ksiazek wymagaja samojestestwa, inaczej sa jedynie kolejnym wypaczonym kontekstem] i wymagala lat monotonnych poszukiwan, tych nazwisk jest bowiem kilkaset nie kilkadziesiat, wiele wiele monotonnych poszukiwan klucza doboru tej sterty przecinkow [widzisz, udziela mi sie to] odbierajacych czytelnikowi cala spontanicznosc, zabijajaca spotkanie z g.
tak wiec gorzko i zaslonki w druk gazetowy, za ktorymi nie ma pewnosci czy kryje sie okno, drzwi czy tez moze sciana. lub lustro.